piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 10 - Porwanie

Przesłuchałem zapisaną rozmowę jeszcze raz. Podłączyłem kartę pamięci i zgrałem na nią plik mp3. Jutro pokażę i wyślę przez Bluetootha Bartkowi, Nikodemowi, Oli i Julii. Ciekawe jak zareagują. Włożyłem kartę z powrotem do telefonu i podłączyłem słuchawki. Upewniłem się jeszcze, że wszystko działa i schowałem telefon do kieszeni spodni. Teraz chyba należało wziąć się za lekcje. Wyłączyłem laptopa i wyjąłem książki. Odrobiłem matematykę częściowo strzelając oraz geografię. Jutro test z niemieckiego. Nie nauczę się już. Może ściąga? Zrobienie jej zajmie mi równie dużo czasu co nauka. Chyba, że... Włączyłem z powrotem laptopa. Zrobię ściągę elektroniczną, w formie dźwięku. Powiem, że słucham muzyki. Albo nie. Pani może mi kazać wyłączyć telefon na teście. Schowam kabel pod bluzą i przymocuję słuchawkę w rękawie tab, abym mógł wszystko słyszeć podpierając głowę ręką. Tylko nagrywanie materiałów zajmie mi dużo czasu. Wiem! Użyję syntezatora mowy. Włączyłem Ivonę i wpisałem odpowiednie notatki. Program bezproblemowo przeczytał mi treść. Litery w słowach, które muszę znać oddzieliłem spacją, aby program mi je przeliterował. Jestem genialny. Pliki były jednak za długie. Pousuwałem kilka niepotrzebnych rzeczy i rozdzieliłem wszystko na pięć plików. Dzięki temu będzie mi łatwiej znaleźć odpowiedni fragment. Teraz całość zajmowała 15 minut. Dalej sporo, ale wystarczy na odtworzenie tego niecałe cztery razy w ciągu całej lekcji. Wyjąłem znowu kartę pamięci z telefonu. Zostało mało miejsca, ale wystarczyło na kilka plików mp3. Poczekałem, aż pliki się skopiują. Voila! Ściąga była gotowa do użycia. Odrobiłem jeszcze pracę domową z języka polskiego. Spakowałem do plecaka niezbędne mi słuchawki douszne. Zjadłem kolację, umyłem się i poszedłem spać. Rano poszedłem do szkoły. W szatni nikogo jeszcze nie było. Przebrałem się i usiadłem na ławce. Wtedy wszedł Wacek.
-Cześć Kowadło!
-Hej Wacek. Wczoraj dzwoniłem do tej firmy podając się za pracownika.
-Nie rozpoznali po glosie? - zapytał Nikodem.
-Zmutowałem głos clown Fishem. Posłuchaj tego. - Podpiąłem słuchawki do telefonu i włączyłem muzykę. Nikodem wziął jedną słuchawkę.
-To jest ta rozmowa?
Włożyłem słuchawkę do ucha.
-Ummmm... Nie. To moja ściąga na niemiecki - odpowiedziałem.
-A cha. Ciekawy pomysł - stwierdził Nikodem. Przełączyłem moją ściągę na rozmowę telefoniczną. Po chwili usłyszeliśmy poczatek.

-Dzień dobry, firma PolTech. W czym mogę służyć?
-Dzień dobry. Jestem z Olsztyna i szukając pracy natknąłem się na tą firmę. Chciałbym tu pracować.
-Nie wiem, czy się panu uda. To bardzo wymagająca firma. Jakie studia pan ukończył?
-Yyy.. Wyższe studia nauk fizycznych w Krakowie .Bardzo dobrze programuję w c++ i java scripcie. Moje hobby to tworzenie robotów ze sztuczną inteligencją. Rozumie pani...
-Aktualnie mamy chyba dwa wolne miejsca. Ważny jest jeszcze język angielski. Połowa pracowników to amerykanie.
-Amerykanie? 
-Tak. Przenieśli amerykańską firmę do polski i zmienili nazwę. Ale wielu pracowników pojechało do Polski.
-Jeśli chodzi o języki, to angielskim posługuję się bardzo dobrze, oraz średnio w języku niemieckim i hiszpańskim.
-Dobrze, proszę wysłać swoje CV pod adres podany na naszej stronie internetowej.
-Dziękuję pani bardzo. Do widzenia.

-Dlaczego przenieśli się do Polski? Tam pewnie mieli lepsze warunki - zauważył Nikodem.
-Myślę, że tam prawo im czegoś zabraniało. W Polsce dzieje się wiele dziwnych rzeczy niezgodnych z prawem, które jednak przechodzą kontrole. Pamiętasz sprawę o tajnym więzieniu FBI w Polsce? Tam więźniowie byli torturowani.
-Masz rację - powiedział Nikodem.
Poszliśmy pod klasę. Zaczynaliśmy angielskim. Weszliśmy do klasy. Było nas na prawdę niewielu. Ola i Julia spóźniły się, a Bartek wcale nie przyszedł.
-Może zachorował - martwiła się Julia.
-Możliwe. Na przerwie pójdziemy do toalety i zadzwonimy - powiedziałem.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek ja, Nikodem, Julia i Ola poszliśmy do męskiej toalety. Jeden z uczniów podstawówki dziwnie na nas spojrzał. zamknęliśmy drzwi. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Bartka. Włączyłem głośnik. Po czterech sygnałach odebrał.
-Jeżeli nie przestaniecie się zajmować tą sprawą wasz Bartuś zginie - usłyszeliśmy męski głos mówiący jakimś zagranicznym akcentem. - Ale powoli. Tego chyba nie chcecie gnojki. - mężczyzna się zaśmiał.
-Kim jesteś? - warknął Nikodem.
-Grzeczniej szczylu. Nie zapominaj, że mam waszego kochasia. Chcecie go usłyszeć? - zapytał mężczyzna.
Pokazałem Nikodemowi, aby ostrożniej dobierał słowa. Milczeliśmy. Usłyszeliśmy w słuchawce dziwny dźwięk. Następnie ktoś głośno oddychał.
-Pomóżcie! - usłyszeliśmy go.
-Bartek! - krzyknęła Julia. - Zostaw go!
-Chcielibyście, co? Dam wam dwie rady. Po pierwsze odwalcie się od tego. To nie wasza sprawa. Po drugie nie dzwońcie na psy. Domyślacie się, co się stanie, hm? - rzekł z pogardą w głosie. Usłyszeliśmy jakiś głośny dźwięk. Skądś go znam. Mężczyzna rozłączył się.
Siedzieliśmy przez chwilę cicho. W szoku dalej trzymałem nieruchomo telefon.
-Jakim prawem ten sku...
-Julia opanuj się. On nas nie słyszy. MYŚL. Musimy mu pomóc - powiedziałem.
-Masz rację - westchnęła.
-Ale co mamy zrobić? - spytała Ola - Jakiś obcy gość odebrał telefon Bartka i powiadomił nas o tym, że trzyma go gdzieś w niewoli i może go skrzywdzić. Co mamy zrobić?
-Słyszeliście jego słowa. On używa Bartka jako karty przetargowej. Chce, żebyśmy porzucili śledztwo.
-Ale przecież i tak go nie wypuści. Wierzycie w to? - powiedziałem.
-Racja. Bartek pewnie widział jego twarz - powiedziała Ola.
-Pomyślmy, gdzie może być. Na koniec słyszeliśmy taki dźwięk... Wiem! To przejeżdżający tramwaj! Trzyma go gdzieś przy linii tramwajowej.
-Mamy trop!
-Wiesz ile w Elblągu jest kilometrów linii tramwajowych?
-Ale to już coś. Nikodem miej w gotowości dyktafon w telefonie. Musimy być w gotowości, aby nagrać rozmowę. Pewnie będzie dzwonił na mój numer.
-Chodźmy na policję - powiedziała Julia.
-A słyszałaś tego typa? On go będzie torturował. Dla przyjemności. I to jest straszne.
-A może pójdziemy do taty Bartka? On jest policjantem. Przecież po szkole i tak zgłoszą zaginięcie syna.
-Dzisiaj piątek. Bartek normalnie miałby od razu po szkole trening. Czyli wróciłby do domu dopiero koło 17:00 - 18:00
-Idę na wagary. Pojedziemy tramwajem pod jego dom i zawiadomimy jego rodziców.
-Nie lepiej przez telefon?
-Nie. Lepiej się spotkać.
-Ale jego rodzice pewnie są teraz w pracy.
-Mam numer taty Bartka zapisany w telefonie. Zadzwonię.
-Ale teraz?
-A co? Po lekcjach?
-Ale test...
-Trudno. Przecież to ważniejsze - powiedziałem.
Wybrałem numer taty Bartka i zadzwoniłem.
-Dzień dobry. Tu Mateusz, kolega Bartka. Są ze mną jeszcze Nikodem, Ola i Julia.
-Cześć dzieci. Co się stało, że dzwonicie o tej porze? Jestem w pracy.
-A my w szkole. Ale niech pan teraz pojedzie do domu. To BARDZO WAŻNE. Zaraz urywamy się z lekcji i jedziemy do pana tramwajem.
-Ale o co chodzi?
-Nie mogę mówić przez telefon. Związane z Bartkiem.
-Co?
-To jest na prawdę. Ważne. Gdyby tak nie było nie zawracalibyśmy panu głowy i nie ryzykowalibyśmy wagarami.
-No dobrze. Ale o co chodzi?
-To nie jest rozmowa na telefon. Musimy się natychmiast spotkać.
-Już schodzę... - westchnął tata Bartka - Skoro to takie ważne.
-My już wychodzimy ze szkoły. Niech pan czeka.
Rozłączyłem się.
-Chyba go przekonaliśmy.
-Chyba tak. Teraz przekonajmy panią Ewę, że potrzebny nam jest klucz do szatni. - Pani Ewa była nową szatniarką. Dopiero od tego roku pracuje w naszej szkole, ale dobrze spełnia obowiązki i jest nawet miła.
-Zobaczymy. Chodźmy.
Zbiegliśmy do szatni. Od razu natknęliśmy się na panią Ewę.
-A wy co? - spytała.
-Proszę pani. Zaszła BARDZO ważna sytuacja.
-I co w związku z tym?
-Potrzebujemy kluczy do szatni.
-Wagary?
-Tak, ale w dobrych intencjach.
-Eh... Macie. Tylko nic o mnie nie mówcie, bo dostanę ochrzan.
-Spokojna pani rozczochrana - powiedziałem.
Pobiegliśmy do szatni.
-Który kluczyk? - Spytał Nikodem.
-Zielony.
Wzięliśmy tylko kurtki. Butów nie zmienialiśmy. Po drodze prawie biegnąc zaszliśmy do sklepu kupić bilety dla Nikodema, Oli i Julii. Ja mam kartę. Oczywiście ja musiałem fundować bilety. Ale nieważne. Tramwaj według rozkładu miał  przyjechać za 3 minuty. Poczekaliśmy. Wsiedliśmy i pojechaliśmy aż Nad Jar. Wysiedliśmy i pobiegliśmy do mieszkania Bartka.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę długo nic nie było. Macie za to długi rozdział. :)





niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 9 - Rozmowa telefoniczna

Przyjrzałem się. Widniejące w prawym górnym rogu jasnoniebieskie logo miało kształt poziomo ułożononej elipsy z żółtym napisem "PolTech". Ze strony dowiedziałem się jedynie tego, że znajduje się w Olsztynie. To przecież blisko. Zauważyłem zakładkę o nazwie "kontakt". Kliknąłem ją i poczekałem, aż odnośnik połączy mnie że stroną. Były tam dwa numery telefonu. Mógłbym zadzwonić i dowiedzieć się kilku rzeczy. Ale od razu poznają, że rozmawiają z gimbusem, a nie mężczyzną szukającym pracy. Chyba, że... Włączyłem skype i zobaczyłem, czy mam jakieś środki. Miałem. Kliknąłem w ikonę programu ClownFish i poczekałem, aż się włączy. ClownFish to program, za pomocą którego można dowolnie modulować głos. Ten program współpracuje ze skype, dzięki czemu mogę rozmawiać ze zmienionym głosem. Czasem robię tak podczas rozmowy z kolegami. Gdy program się włączył, odpaliłem kolejny, tym razem rejetrujący i zapisujący dźwięki. Ustawiłem go, aby nagrywał zsynchronizowany głos z mikrofonu oraz z karty dźwiękowej. Upewniłem się, że wszystko działa, po czym włączyłem nagrywanie i zadzwoniłem ze skype na numer podany na stronie internetowej. Po trzech sygnałach ktoś odebrał.
-Dzień dobry, firma PolTech. W czym mogę służyć - usłyszałem w słuchawce damski głos.
-Dzień dobry. Jestem z Olsztyna i szukając pracy natknąłem się na tą firmę. Chciałbym tu pracować - powiedziałem zmodulowanym, trochę za nisko brzmiącym głosem.
-Nie wiem, czy się panu uda. To bardzo wymagająca firma. Jakie studia pan ukończył?
O tym nie pomyślałem.
-Yyy.. Wyższe studia nauk fizycznych w Krakowie - nawet nie wiedziałem, czy takie studia są. - Bardzo dobrze programuję w c++ i java scripcie. Moje hobby to tworzenie robotów ze sztuczną inteligencją. Rozumie pani...
-Aktualnie mamy chyba dwa wolne miejsca. Ważny jest jeszcze język angielski. Połowa pracowników to amerykanie.
-Amerykanie? - zdziwiłem się.
-Tak. Przenieśli amerykańską firmę do polski i zmienili nazwę. Ale wielu pracowników pojechało do Polski.
Dziwne, że jechali specjalnie do Polski, aby tam dalej pracować. No ciekawe...
-Jeśli chodzi o języki, to angielskim posługuję się bardzo dobrze, oraz średnio w języku niemieckim i hiszpańskim.
-Dobrze, proszę wysłać swoje CV pod adres podany na naszej stronie internetowej.
-Dziękuję pani bardzo. Do widzenia.
Nie miałem już jak utrzymać rozmowy, więc rozłączyłem się. Najwyżej jutro zadzwonię jeszcze raz, tym razem podając się za kobietę.
Odtworzyłem sobie nagranie z rozmowy. Gdy ta pani opowiadała mi o przeprowadzce firmy miała jakby lekko złamany głos. Jakby nie wiedziała, czy może mi o tym powiedzieć. Dziwne. Ciekawe, jak nazywała się firma w Ameryce. I dlaczego się przeprowadzili, skoro mieli tam pewnie lepsze warunki. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to to, że nie mogli zostać tam z powodu prawa. A jeśli nie mogli tam zostać z powodu prawa, możliwe, że zajmują się tam czymś nielegalnym...

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 8 - Tajemnicza firma

Wycieczka za pięć dni. Co my w tym czasie zrobimy?Wszelkie dowody na miejscu zbrodni na pewno zostaną zniszczone. Może jednak będzie tam jakaś wskazówka. No cóż. Przynajmniej tam pojedziemy. Pani zebrała jeszcze pieniądze za bilety do kina. Co miesiąc chodzimy na jakiś film w ramach takich zajęć. Nagle zadzwonił dzwonek, który wytrącił mnie z rozmyśleń. Podniosłem plecak i wyszedłem z klasy.
-Nie wierzę w nasze szczęście - powiedziała Julia.
-Ja tak samo. Jeszcze naprowadziłem ich na starówkę. Nawet nie wiem, czy w okolicy jest jakiś fastfood - powiedziałem.
-Najwyżej się na ciebie wkurzą za to, że nie pójdą do McDonalda - rzekł Wacek
-Trudno. Przy okazji możemy odwiedzić muzeum bursztynu. Nawet ciekawe. Byłem tam kiedyś.
-Nie oszukujmy się. Wcale ci nie zależy na muzeum - powiedziała Ola.
-Oj tam, oj tam.
Doszliśmy pod klasę i zostawiliśmy plecaki. Bartek poszedł na obiad, Nikodem i Dominikiem poszli pospacerować po szkole, Ola robiła ściągę na test z geografii, a ja z Julią poszliśmy do sklepiku. Kupiłem wodę i słodką bułkę.
-Dlaczego ukrywasz to, skąd masz informacje o błękitnej nitce?
-Nie mogę o tym mówić - odpowiedziała speszona. - Na prawdę, nikt z was nie powinien o tym wiedzieć.
-Dlaczego?
-Niedługo się dowiesz.
-Ok. Nie musisz o tym mówić - powiedziałem.
Zadzwonił dzwonek. Poszliśmy pod klasę, w której uczymy się geografii. Oczywiście znowu się nie nauczyłem do testu. Tak to jest że śledztwem. Pochłania więcej czasu, niż nauka. Ale w tym momencie na pewno jest ważniejsze. Poprawię wszystkie swoje oceny gdy to die skończy.
-Siadasz ze mną Bartek? - zapytałem.
-Nie uczyłem się do testu.
-Ja też nie.
-Trudno.
Pani rozdała wszystkim testy. Jednak nie były takie trudne. Poradziłem sobie z większością zadań. Czekanie, aż inni skończą pisać dłużyło się z każdą minutą. W końcu usłyszeliśmy dzwonek sygnalizujący koniec lekcji. Jeszcze tylko dwie lekcje W-F i do domu. Szybko się przebrałem i wyjąłem listę firm z odpowiadającymi im logo. Spojrzałem na nie. Pracownicy jakiej firmy mogą mieć naszyte na koszulce lub bluzie logo? Może serwis sprzętu AGD? Albo firma o tajemniczej nazwie "PolTech"? Firma zajmująca się nabiałem, czy fabryka odzieży raczej chyba nie daje bluz z naszywkami pracownikom. To może być jakiś ślad. Miałem zamiar powiedzieć o moich domysłach Nikodemowi, ale wszedł nauczyciel W-Fu i kazał wejść na salę. Powiem mu w przerwie. Na lekcji jak zawsze mieliśmy krótką rozgrzewkę. Potem zagraliśmy w siatkówkę. Nienawidzę siatkówki. O ile inne sporty mi się podobają, tak siatkówki nie lubię. W końcu ostatni mecz się skończył. Wyszliśmy na korytarz i czekaliśmy na pana z kluczami do szatni. Ja jednak pociągnąłem Nikodema i Bartka w bok.
-Pomyślcie, jakie firmy dają pracownikom ubranie z naszywkami.
-No nie wiem. Jakaś ważna firma? Może komputerowa? - zapytał Bartek.
-No i służby - dodał Nikodem.
-Na liście był serwis AGD - przypomniało się Bartkowi.
-Oraz...
-Ten PolTech - Nikodem nie dał mi skończyć. - On jedyny nie pasował mi na tej liście.
-Więc to ta firma o nowoczesnych technologiach? - zapytał Bartek.
-Na to wygląda.
-Sprawdzę od razu, gdy wrócę do domu. Bądźcie na skype.
-Dobrze. Chodźcie do szatni.
Tak jak pozostali napiłem się wody. Myślę, że ta firma to klucz do zagadki. Poszukam w internecie więcej informacji o niej. Po kilku minutach wyszedłem z szatni na korytarz. Zobaczyłem Julię i Olę. Wytłumaczyłem im wszystko.
-Czyli co? Pan Niewiadomski znał ich nieopantewany produkt, który zmieni świat? - zapytała Julia.
-Tak. Tak samo jak ten gość z Gdańska. Na pewno był jego szwagrem - odpowiedziałem sarkazmem.
-Oj no przestań - powiedziała Julia. Zadzwonił dzwonek, więc poszliśmy na drugą lekcję wychowania fizycznego. Tym razem graliśmy w koszykówkę. Od razu po lekcji ja, Bartek i Nikodem przegraliśmy się i poszliśmy do domów nie zachodząc do sklepu.
 Zjadłem obiad, ale najpierw odrobiłem lekcje, zanim włączyłem laptopa. Znalazłem bez większych problemów stronę PolTechu.

------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę zmieniłem sposób pisania. Teraz jest więcej szczegłów. Tak jest lepiej?


czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 7 - Wycieczka

Wstałem wcześnie rano. Szybko zjadłem śniadanie i poszedłem do szkoły. Wcześniej przygotowałem sobie screenshoty obu artykułów i uzupełniłem notatnik.

Morderstwo w Gdańsku.
Zamordowany pracownik Zakładu Utylizacji Odpadów
W jednej z uliczek na starówce
Miał odcięty mały palec i rozcięty brzuch

Wspólne cechy z morderstwem w Elblągu
-Ciało w cichym, ale dosyć popularnym miejscu
-Odcięty mały palec lewej ręki
-Brak świadków

To chyba wszystko. W szatni spotkałem Julię, Bartka i Nikodema.
-Hej! Nie uwierzycie, co wam pokażę.
-Hmmm... Chyba nic mnie już nie zaskoczy - powiedziała Julia
-No nie wiem. Patrzcie na to
Wyjąłem z kieszeni telefon i z plecaka notatnik. Pokazałem im to.
-O kurde. Jednak to jest dużo bardziej skomplikowane, niż myślałem.
-Do Gdańska się raczej tak łatwo nie dostaniemy. Musimy opierać się jedynie na wiadomościach - powiedziała Julia
-Policja chyba jeszcze nie skojarzyła faktów - powiedział Nikodem.
-Na to wygląda.
-A cha. Jeszcze jedno. Wczoraj szukałem Elbląskich firm, które mają jasnoniebieskie logo. Znalazłem kilkanaście. Wydrukowałem je.
Wyciągnąłem z plecaka kartkę. Przedstawiała tabelę. Po lewej była nazwa firm, po środku branża, jaką się zajmuje, a po prawej odpowiadające im grafiki.
-Dosyć spory wybór - powiedziała Julia - Ale może nam pomóc.
-Tak sobie myślę - powiedział Nikodem - I moim zdaniem mordeca musi znać idealnie rozkład dnia ofiary. Inaczej nasz nauczyciel mógłby zginąć na przykład w szkole. Morderca jest bardzo dokładny, skoro tak wylicza czas, w którym ofiara umrze. Pewnie nawet lekko wpływa na jej plan dnia. Musi wszystkiego cały czas pilnować.
-Masz rację - powiedziałem.
-Chodźcie pod klasę, bo zaraz dzwonek. Zaczynaliśmy językiem angielskim. Ola weszła do klasy dopiero w połowie lekcji. Na przerwie rozmawialiśmy dużo o tym. Ola także szukała firm z błękitnym logo. Nasze listy prawie się nie różniły. Ola nie znalazła tylko firmy zajmującej się nowoczesną technologią. Pewnie jest nowa.
Następna była godzina wychowawczą. Weszliśmy do klasy. Pani od razu przeszła do rzeczy.
-Niestety ale nasza wycieczka zostaje odwołana.Nasz oośrodek spłonął. Jako, że macie już wpłacone pieniądze, możecie powiedzieć, gdzie chcecie jechać.
-Do Gdańska - ożywiłem się.
-Nie! W Gdańsku jest nudno - powiedziała Natalia.
-Wcale nie - zaprotestowała Julia. Zauważyła, co mam na myśli. - W Gdańsku jest wiele ciekawych rzeczy.
-A ja też chcę jechać do Gdańska. Lubię Gdańsk - powiedział Wacek.
-Dobrze. To zagłosujmy. Kto jest za? - powiedziała pani.
Na początku rękę podniosłem ja, Nikodem, Julia, Ola, Bartek i Kornelia. Potem przybyło jeszcze trochę rąk.
-Raz, dwa, trzy... - wyliczała pani. - ... Trzynaście. Czyli jedziemy.
Dla was może się to wydawać dziwne, ale moja
klasa na prawdę liczy 19 osób.
Wymieniłem porozumiewawcze spojrzenia z Nikodemem, Bartkiem, Julią i Olą.
-Może by tak pójść na starówkę? - dodałem. Usłyszałem kilka przeczących głosów - Niedaleko jest McDonald.
Po tym zdaniu już nie usłyszałem sprzeciwów.
-Dobry pomysł - podchwyciła pani.
------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś trochę krótko, ale mam nadzieję, że się wam spodobało.

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 6 - Błękitna naszywka

Wstałem rano do szkoły.Poprzedniego dniawielemyślałem o zabójcy. Dziwimnie dalej fakt, że zabójca najpierw zatruł nauczyciela, czyli zachował się jak zwykły mszczący się człowiek, a następnie zachował się jak seryjny morderca rozpruwając ciało i odcinając palec. Gdy dotarłem do szkoły było już po dzwonku. Spóźniłem się. Szybko zmieniłem buty w szatni i pobiegłem do sali od języka polskiego. Wszedłem do klasy i jak zawsze usiadłem z Bartkiem.
-Co tam? Dowiedziałeś się czegoś? - szepnąłem.
-Nic nowego. A u ciebie?
-Myślałem długo nad tym. To nie jest ani zwyczajny człowiek z motywem, ani seryjny morderca.
-Więc kto to? Zabójstwo na zlecenie? Choć nasz nauczyciel nie mógł mieć wielu wrogów.
-Mateusz i Bartek - zwróciła nam uwagę nasza pani.
-Być może gra jest o duże pieniądze, a zabójca robiąc tyle czynności chciał zmylić policję.
-Byćmoże.
-Czy możecie przestać gadać i uważać? - dzisiaj nasza pani była jakaś spięta. Może to z powodu morderstwa? W sumie wielu nauczycieli jeszcze nie doszło po tym do siebie.
-Dobrze proszę pani - mruknąłem.
Bartek otworzył na środku zeszyt i wyrwał kartkę. Napisał coś na niej i mi podał.

Czyli o co z tym wszystkim chodzi? Wiemy, że morderca go nie okradł, żadne motywy raczej nie wchodzą w grę. A jeśli twierdzisz, że to nie seryjny morderca, to jaki to powód?

Przeczytałem wszytko dwa razy. Bartek ma rację. Teraz nie jest ważne, kim jest morderca, tylko dlaczego zabił. To jest kluczem do odpowiedzi. Napisałem wiadomość i dyskretnie podałem kartkę.

Teraz nie jest ważne, kto zabił, tylko z jakiego powodu.

Wtedy do sali weszła pani wicedyrektor. Podeszła do pani wychowawczyni i szybko coś mówiła.
-Możecie chwilę tu poczekać? Mam ważną sprawę. Zróbcie w tym czasie zadanie trzecie.
Gdy tylko nauczycielki wyszły do naszej ławki podeszła Julia.
-Słuchajcie. Policja na ciele znalazła niebieską nitkę. Tego typu nici stosuje się w tworzeniu różnych naszywek i logo
-Skąd to wszystko wiesz? - zapytałem pierwszy.
-Było w wiadomościach.
W tym momencie wróciła pani wychowawczyni. Julia szybko wróciła do ławki.
-Nie wydaje mi się, żeby przeczytała to w wiadomościach - mruknąłem.
-Dziwne, że nie dowiedziałem się tego wcześniej od taty - powiedział Bartek.
Po kilkunastu minutach zadzwonił dzwonek na przerwę. Od razu ja, Bartek, Wacek, Julia i Ola wstaliśmy i poszliśmy pod klasę. Julia powiedziała o wszystkim Nikodemowi i Oli.
-Skąd tak na prawdę wiedziałaś o tej nitce?
-Mówię, że z internetu - nie przyznawała się Julia.
-A był to raczej jasny, czy ciemny niebieski? - zapytała Ola.
-Dokładnie taki, jak bluza Wacka.
To też na pewno przeczytała w internecie. No ale nie ważne. Dobrze, że mamy informacje.
-Po szkole poszukam o tym w internecie. Może znajdę jakieś jasnoniebieskie logo.

Gdy tylko odezwał sie dzwonek kończący ostatnią lekcję szybko wybiegłem do szatni. Ubrałem się i nieczekając na innych poszedłem na pętlę tramwajową. Jazda chwilę mi zajęła. Z przystanku niemalże pobiegłem do domu. W pięć minut zjadłem zupę.  Poszedłem do pokoju i włączyłem komputer. Mamie to się chyba za bardzo nie spodobało. Włączyłem wyszukiwarkę internetową i zacząłem szukać firm z jasnoniebieskim logo. Było ich mnóstwo. Takie jak sieć sklepów, czy firma wodociągowa omijałem. Po około dwóch godzinach szukania folder z możliwymi plakietkami był pełny jasnoniebieskich grafik.
Większości z nich nawet nie znałem. Pasujących kolorem plakietek było jednak za dużo. Wyszukiwanie ograniczyłem jedynie do elbląskich firm. O dziwo znalazłem tylko kilkanaście pasujących firm.
  Dwie zajmujące się przemysłem spożywczym, jedna prywatnego weterynatrza, trzy zajmujące się środkami czyszczącymi, jedna serwisem komputerów, dwie naprawą sprzętu AGD, jedna zajmująca się nowoczesnymi technologiami, jeden bank i cztery sklepy z odzieżą. Czy pracownik którejś z tych firm miałby powody, aby zamordować nauczyciela i tak zmylić policję? Miałem zamiar wyłączyć komputer, ale postanowiłem przeczytać jeszcze wiadomości. Nic nie przykuło mojej uwagi oprócz jednego newsa. Było to morderstwo w Gdańsku. Przeczytałem artykuł. Zabójstwo w Gdańsku z zabójstwem w Elblągu miało parę wspólnych cech: obie ofiary miały obcięty mały palec u lewej ręki, obie wyglądały na ofiarę seryjnego mordercy, ciała były zostawione na widoku i obie ofiary miały mało opłacalne pracy (zamordowany mężczyzna w Gdańsku był pracownikiem ZOU)
Pewnie niewielu zauważyło powiązanie między oboma morderstwami. Jedną z tych osób byłem ja. Tej nocy znowu nie mogłem zasnąć.


------------------------------------------------------------------------------------------Historia się kompikuje :) Macie pomysł na rozwiązanie kolejnego etapu zagadki? Piszcie w komentarzu :)











wtorek, 18 lutego 2014

Wracam z pisaniem

Przepraszam Was, kochani za przerwę w pisaniu. Teraz rozdziały będą pojawiały się z powrotem, pewnie trochę rzadziej, niż wcześniej, ale będą znów systematycznie. Przepraszam za przerwę w pisaniu i zapraszam do czytania bloga :)

piątek, 14 lutego 2014

Rozdział 5 - Otrucie

Wstałem rano. Ubrałem się, zjadłem śniadanie i poszedłem do szkoły. Nie mówiłem rodzicom jeszcze o tej jedynce. Zresztą z testu też pewnie dostanę 1. A jakby tak ukryć te testy? Póki co jest zamieszanie. Brakuje jednego nauczyciela matematyki. Często mamy zastępstwo za inną lekcję. Tylko, że nie wiem, gdzie schował testy. Nie wiedzą nawet nauczyciele. Ale jakbym się dowiedział... Gdzie nauczyciele najczęściej trzymają zrobione testy? Albo w klasie, albo u siebie w torbie. Może w pokoju nauczycielskim? Kto wie? Nie. Teraz priorytetem jest znaleźć mordercę. I tym muszę się zająć. Tak rozmyślając dotarłem do szkoły.
-O siema Wacek - przywitałem się wchodząc do szatni.
-Siema. Powiedziałem wszystko Julii i Oli. Przyznały nam rację i postanowiły pomóc - rzekł Wacek.
-To dobrze. Myślałem, że będą przeciwne.
-Na początku były, ale je przekonałem. - odpowiedział Nikodem.
-To dobrze.
W tym momencie przyszedł Bartek z Olą.
-Siema Gimby. Mam newsy - rzekł Bartek.
-Hej. Mów szybko jakie - zaciekawiłem się.
-Mój tata dziś w pracy dowiedział się ciekawej rzeczy. Analiza wykazała, że nasz nauczyciel został otruty. I to było przyczyną zgonu. Rana wyryta została po śmierci. Tak samo z palcem.
-Ciekawe. Ale seryjni mordercy zazwyczaj tak nie robią - zauważyłem.
-Mówiłeś, że zabijają, bo muszą. Bo coś im każe - stwierdził Nikodem.
-Ale to bez sensu truć człowieka, aby po śmierci wyciąć mu znak nożem na klacie i odciąć palca - rzekł Bartek.
-A może to była zmyłka? - powiedziałem.
-Raczej słaba, jeśli policja po dwóch dniach to zauważyła - stwierdziła Ola.
-Zależy, z jakiego punktu widzenia. Może mordercy chociaż te dwa dni były do czegoś potrzebne.
-Więc jak jest z tym zabójcą? - zapytała Ola. - Jest, czy nie jest seryjnym mordercą?
-Nie wiemy. Mamy za mało informacji - powiedziałem.
-Człowieku! Mamy więcej informacji, niż dziennikarze śledczy, przebadaliśmy miejsce zbrodni dokładniej, niż policja. Mało tego, to my znaleźliśmy ciało, a ty mówisz, że mamy mało informacji? - zapytał lekko oburzony Nikodem.
-Tak jest w śledztwie. Masz mnóstwo informacji, ale nie wiesz, kto jest mordercą. Trzeba pomyśleć - rzekłem.
-A my nawet nie wiemy, czy to na pewno seryjny morderca - powiedział Bartek.
-Policja też nie wie. Myślę, że powinniśmy uzupełnić notes - odpowiedziałem.
-Masz rację. Chodźmy już pod klasę. Chwilę później zadzwonił dzwonek na lekcję. weszliśmy do klasy. Julia trochę się spóźniła. Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia. Usiadła na krześle i wyjęła książki.
Po paru minutach lekcji przekazała mi kartkę. Przeczytałem.

Bartek powiedział mi o otruciu. Myślę, że to nie jest seryjny morderca. Oni się tak nie zachowują.

Dopisałem wiadomość na karteczce i podałem dyskretnie z powrotem, przez Wacka.

Wiem. doszliśmy do tego samego wniosku dziś w szatni. Dziwne, co?

Po chwili kartka do mnie wróciła.

Porozmawiamy o tym na przerwie.

Jednak opłacało się w to zaangażować Julię.


Notes postanowiłem uzupełnić na religii. Pani przez całą lekcję coś opowiada, czyta fragmenty książek, lub czasem każe coś notować. Nie zwracała nawet uwagi na przesyłane przez Elizę i Natalię karteczki. Religia jest odpowiednia. Wyjąłem notes. Najpierw przeczytałem to, co napisałem w nocy.

Co się stało?
Został zamordowany mój nauczyciel matematyki. 
Gdzie?
Na dróżce z tyłu szkoły.
Kiedy?
W środę 12 lutego, o godzinie 14:53.

Co zrobił zabójca, czego nie musiał robić?
-Wyciął znak nożem w jego ciele. 
-Zostawił ofiarę na widoku.
-Odciął mały palec lewej ręki.
-Dokonał zabójstwa w miejscu, gdzie często ktoś przechodzi. Tak, aby wszyscy zobaczyli jego zbrodnię.
-Prawdopodobnie nie okradł go (Bo nauczyciele jakoś specjalnie dużo nie zarabiają. Nie łatwiej zabić szefa jakiejś ważnej firmy?)

Do listy czynności dopisałem jeszcze jedną rzecz.

Najpierw otruł ofiarę, a następnie wyciął znak w ciele i odciął palec. 

To nam nie wiele da. Faktycznie musimy mieć więcej informacji. Tylko skąd je zdobyć? Porzuciłem na razie pisanie notesu. Nie było co więcej napisać.

Po szkole jak zawsze wracałem tramwajem z Bartkiem. Pożegnałem się z nim i poszedłem do domu. Szybko zjadłem obiad i włączyłem komputer. Potrzebuję chwili relaksu. Wszedłem na stronę z wiadomościami. Justyna Kowalczyk zdobywa złoto, Nie będzie śledztwa przeciw Mariuszowi Trynkiewiczowi, Przyznano nagrody World Press Photo 2014, Naukowcy pracują nad kartą pamięci wielkości ziarnka ryżu, Chiny: policja zabiła 11 terrorystów w ataku w Sinkiangu... Nudy. Zaraz... Brutalnie zamordowany nauczyciel koło szkoły, w której pracował. Jednak media się do tego dobrały. Zobaczmy, co piszą. Kliknąłem w tytuł przesyłający do artykułu.

W środę 12 lutego w mieście przy Zespole Szkół nr 2 w Elblągu został zamordowany nauczyciel matematyki, pan Niewiadomski. Swojego nauczyciela znalazło pięciu uczniów szkoły wracając do domu. Na ciele zabójca zostawił głębokie rany cięte. Prawdopodobnie one były przyczyną śmierci nauczyciela. Policja nie chce udzielić więcej informacji.

Co za brednie! Przynajmniej nie robią z tego wielkiej afery. Ludzie szybko o tym zapomną. Mam przynajmniej taką nadzieję. Założyłem chat room na Facebooku. Skopiowałem link z artykułu i podesłałem na Nikodemowi, Bartkowi, Oli i Julii. Po chwili Bartek przeczytał i odpisał mi.

Bartek: Niepokoi mnie, że ten artykuł jest na pierwszej stronie.

Ja: Mnie też. Ale przynajmniej nie robią z tego afery.

Nikodem: No maskara.

Nikodem: z/w obiad

Ja: Ok. Ja też chyba idę, muszę odrobić lekcje.

Bartek: Ok. Póki co ja bd online.

Resztę tego dnia zajęło mi rozmyślanie nad artykułem i zabójcą.








czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 4 - Miejsce zbrodni

Wszedłem do sklepu. Bez większych problemów trafiłem na dział z farbami do włosów. Wziąłem najtańszą czarną.  Kasjerka trochę dziwnie na mnie spojrzała. Powiedziałem, że to dla mamy. W końcu jutro walentynki. Schowałem farbę do plecaka i poszedłem do szkoły. Gdy dotarłem była już 7:46.
-Hej Wacek! - przywitałem Nikodema siedzącego w szatni.
-Siema. - odpowiedział. Wyglądał na zaspanego.
-Też nie mogłeś spać?
-Tak. Ta sprawa nie daje mi spokoju.
-Mi też. Dlatego postanowiłem się tym zająć. - Stwierdziłem pewnym tonem.
-Dlaczego? Nie uważasz, że to robota policji?
-Może i tak, ale oni zajmują się wieloma sprawami. Poza tym wspominali już o tym w wiadomościach. Na szczęście policja nie pozwoliła im dowiedzieć się zbyt wiele.
-Trochę cię nie rozumiem - odpowiedział zaspany Nikodem.
-W nocy i tak nie mogłem zasnąć. Zacząłem pisać notatki. Spójrz na to.
Pokazałem mu zeszyt z moimi notatkami.
-O fuck - nagle Nikodem się obudził - A co, jeśli zabije kolejną osobę w okolicy szkoły?
-Martwię się bardziej tym, że w ten sposób szkoła straci uczniów. Rodzice zaczną przepisywać dzieci w inne rejony miasta. Dude, musimy się tym zająć.
Nikodem przez chwilę wszystko przemyślał.
-No dobra. wchodzę w to.
-W co wchodzisz? - do szatni wszedł Bartek.
-W śledztwo w sprawie mordercy  - odpowiedziałem.
-Myślałem długo o tym. To by było najlepsze wyjście. Po za tym mój tata jest policjantem. Może coś z niego wyciągnę.
Spojrzeliśmy po sobie.
-Dołączam do was. - odparł po zaczerpnięciu powietrza.
-Jasne. Kowadło napisał w nocy notatki, które pomogły by nam dotrzeć do mordercy - powiedział Wacek. - Pokaż mu.
Podałem zeszyt Bartkowi.
-Teraz to już musimy się tym zająć.
-Mam pomysł. Po szkole zostańcie chwilę w szatni. Tak, aby wszyscy zdążyli pójść do domów. Przebadamy miejsce zbrodni - zaproponowałem.
-Myślę, że od tego zaczniemy - powiedział Bartek.
-Ale policja pewnie wszystko sprzątnęła - ze smutkiem w głosie dodał Nikodem.
-Może nie wszystko - powiedziałem.
-Chodźcie już pod klasę, bo zaraz dzwonek -rzekł Bartek.
-No. Zaczynamy angielskim. Było coś zadane? - spytałem.
-Tak. Dwa zadania w ćwiczeniach. Bodajże szóste i siódme - poinformował nas Nikodem.
-Ups. Zapomniałem.
-Ja też - dodał Bartek - Zgłosimy nieprzygotowanie.
-Ja mam już chyba wszystkie wykorzystane - odrzekłem. - Chyba za bardzo zaangażowałem się w  śledztwo.
-Przestań, to tylko jedynka. Pomyśl, co się stanie, jeśli nie zajmiemy się śledztwem. Szkoła upadnie. Poprzepisują nas do innych szkół, pewnie w drugiej części miasta, bo wszędzie nie ma miejsca. Tego chcemy? - uświadomił mi Wacek.
-Masz rację - przyznałem Nikodemowi.
Doszliśmy już pod klasę. Chwilę później zadzwonił dzwonek.

Dzisiaj było dosyć mało lekcji. Skończyliśmy szkołę o godzinie 13:35. Zeszliśmy do szatni.
-Tak się zastanawiam, czy mówić Julii i Oli - powiedział Wacek - Pewnie byłyby niezbyt zadowolone.
-Nie wiem. Możemy powiedzieć - stwierdziłem.
-Ale miejsce zbrodni chyba przeszukamy sami - powiedział Bartek - Zresztą mówiłeś na polskim, że masz jakiś plan.
-Owszem. Poczekajmy jeszcze chwilkę, aż się rozejdą. Nie chcę gapiów - odrzekłem.
Po paru czy parunastu minutach zadzwonił dzwonek na lekcję.
-Myślę, że możemy iść - powiedział Wacek. - Chyba wszyscy już poszli do domów.
-Więc chodźmy - odpowiedziałem.
Wyszliśmy ze szkoły i rozglądając się, czy nikogo nie ma poszliśmy na tyły, w stronę boiska.
-Luz. Jest czysto jak w kiblu po Domestosie - zażartował Wacek.
-Możesz używać innych porównań? - zapytałem śmiejąc się.
-Jednak nie. Stoją tam jakieś dzieciaki - dostrzegł pierwszy Bartek.
-Faktycznie - powiedziałem.
-No musiały akurat teraz gnojki przyjść - zdenerwował się Wacek.
-Spokojnie - powiedziałem.
Podszedłem do dzieci.
-Hej! Która wy jesteście klasa? - zapytałem.
-Druga A. a czego chcesz? - odpowiedział nieufnie jeden z nich ubrany w czerwoną kurtkę.
-Wasza wychowawczyni chciała, aby wasza klasa poszła do niej po lekcjach. Szukałem was wcześniej, ale nie mogłem znaleźć.
-Serio? Akurat teraz? Czego ta baba chce?
-Nie wiem, ale mówiła, że pilne. Inaczej bym was nie szukał.
Dzieci łyknęły haczyk.
-Idziecie? - zawołał do reszty ten w czerwonej kurtce.
-Chodźmy. Jak każe nam przyjść...
Gdy się oddalili poszliśmy na miejsce zbrodni.
-Sprytne - pochwalił Wacek - Ale zaraz pewnie przyjdą z powrotem, gdy wychowawczyni powie im, że ich nie szukała.
-Wcale nie. Pani Kowalska pojechała przed chwilą. Widziałem przez okno.
-Trochę jej poszukają - dodał Bartek - I dobrze. Niech dadzą nam pracować.
Dalej nie spotkaliśmy nikogo. Stanęliśmy przy dróżce, na której leżało ciało.
-Nieźle to uprzątnęli. Jakbyś nie wiedział o morderstwie, powiedziałbyś, że nic tu się nie stało - zauważył Bartek.
Faktycznie. Ścieżka wysłana betonowymi płytami wyglądała normalnie jak zawsze. Ale tylko z wierzchu.
-Zobaczmy - powiedziałem.
Zdjąłem plecak i postawiłem na ziemi. Wyjąłem z niego farbę do włosów.
-Co ty masz zamiar z tą farbą robić? - zapytał Nikodem.
-Detektywi używają takiego czarnego środku. Nie pamiętam jak się nazywa. W każdym bądź razie po polaniu nią gruntu "przyczepia się" do krwi, a raczej do jej białek. Reszta normalnie spływa. W ten sposób ślady krwi są bardzo widoczne. Tak samo działa czarna farba do włosów.
-Niezłe. Gdzie to wyczaiłeś? - zapytał Bartek.
-Widziałem w jakimś programie popularno-naukowym. Nie sądziłem, że mi się kiedyś przyda.
-A jednak.
Rozcieńczyłem farbę do włosów z odrobiną wody z butelki. Gdy już nie była tak gęsta wziąłem do ręki pędzel dołączony w pudełku i zacząłem smarować miejsce, gdzie wydarzyło się morderstwo. Smarowałem raz za razem. Początkowo nie było widać żadnych śladów krwi. Gdy posmarowałem wilgotną ziemię obok ścieżki coś się pojawiło.
-Spójrzcie! Tu farba tak nie spływa. Ślad jest wyraźniejszy. A jednak ta metoda działa - zawołałem zachwycony.
-No, no. A jednak policja coś zostawiła - powiedział zdumiony Bartek.
Obszar wysmarowany farbą stawał się coraz większy. Po chwili było widać już całkiem sporo krwi.
-Widzicie? Ta plama jest w pewnej odległości od pierwszej. I jest mniejsza. To tak, jakby ktoś krwawił. - zauważyłem.
-Czyli krwawił nauczyciel?
-Nie wydaje mi się. Ślady byłyby większe. Po za tym wezwałby pomoc.
-Czyli co? To krew mordercy? - zapytał Bartek.
-Prawdopodobnie tak - odpowiedziałem.
-A jednak mamy jakieś postępy - rzekł zachwycony Wacek.
-Maluj dalej - poradził Bartek.
Dalsze malowanie ukazało jeszcze kilka większych plam oddalających się w stronę przeciwną, niż szkoły. Dalej było tylko kilka kropek krwi.
-Wiecie, co to udowadnia? - zapytał nas Wacek.
-Tak. Teraz mamy pewność, że to morderca. Zawinął czymś ranę i uciekł.
-Zrobię zdjęcia - zaproponował Bartek wyjmując z kieszeni telefon.
-Dobry pomysł. Przyda się.
Bartek zrobił kilkanaście bliższych i dalszych zdjęć krwi.
-Co z tym robimy? - zapytał Nikodem.
-Wypiłem dziś całą wodę. A trzeba czymś to spłukać.
-Mi trochę zostało - powiedział Bartek.
-Ja mam jeszcze pół butelki - dodał Nikodem.
-Świetnie. Polejcie to dokładnie wodą.
Zmycie farby do włosów poszło bardzo szybko.
-Dobra. Pora na mnie - rzekł Bartek. - Powinienem być już w domu.
-Ja w sumie też - powiedziałem.
-Do jutra - powiedział Wacek.
-Cześć. Będę potem na Facebooku - pożegnałem się.
-Ja chyba też - dodał Bartek.
Wtedy na pętli ruszył tramwaj i zatrzymał się na przystanku.
-Choć, bo nie zdążymy na tramwaj.
Razem pobiegliśmy na przystanek i wsiedliśmy do tramwaju.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale się dziś rozpisałem :D Mam nadzieję, że się wam podoba.


środa, 12 lutego 2014

Rozdział 3 - Śledztwo

Tej nocy nie mogłem zasnąć. Myślałem o naszym nauczycielu, jego zabójcy, ciętych ranach na piersi i brzuchu, obciętym palcu... To było za wiele. Próbowałem zrozumieć mordercę. Nie umiałem. Zrezygnowany wziąłem do ręki telefon i włączyłem Facebooka. Była godzina 1:38. Nikodem był aktywny. Jednak nie tylko ja nie mogłem zasnąć. Napisałem.

Cześć Wacek. Ty też nie możesz spać?

No nie za bardzo. Dziwi mnie to zabójstwo. Czy nauczyciel matematyki może mieć jakichś wrogów Za dużo nie zarabia, poza tym to nie okres wypłaty, co nie?

Nie wiem. Też o tym myślę.

Dobra, ja chyba spróbuję zasnąć, bo jutro do szkoły. Do jutra Kowadło.

Dobranoc Wacek.

I tak nie zasnę. Zapaliłem lampkę leżącą na biurku, wyjąłem notatnik i zacząłem pisać. Ale co pisać? Postanowiłem zacząć od prostych rzeczy.

Co się stało?
Został zamordowany mój nauczyciel matematyki. 
Gdzie?
Na dróżce z tyłu szkoły.
Kiedy?

Właśnie. Kiedy to było? Jutro spytam Bartka, o której wykonał połączenie z policją. Na pewno jest w rejestrze.

Co zrobił zabójca, czego nie musiał robić?
-Wyciął znak nożem w jego ciele. 
-Zostawił ofiarę na widoku.
-Odciął mały palec lewej ręki.
-Dokonał zabójstwa w miejscu, gdzie często ktoś przechodzi. Tak, aby wszyscy zobaczyli jego zbrodnię.
-Prawdopodobnie nie okradł go (Bo nauczyciele jakoś specjalnie dużo nie zarabiają. Nie łatwiej zabić szefa jakiejś ważnej firmy?)

Coś jeszcze? Przeczytałem wszystko jeszcze raz. Wyciął nożem krzyż z dwoma ramionami w jego ciele. Nie było by łatwiejszych sposobów na zabójstwo z użyciem noża? Być może to jakiś rytuał. Po co zostawił go na widoku? Chciał, aby wszyscy go zobaczyli. Odciął mały palec... W tym momencie wszystko stało się jasne. To nie był zwyczajny zabójca. To był SERYJNY MORDERCA. Pewnie zapytacie, czym się różni zabójca od seryjnego mordercy. Seryjny morderca nie ma motywu zabijania. Zabija, bo musi. To jak nałóg. Po jakimś czasie nałóg staje się zwyczajem. Dla seryjnego mordercy zabijanie jest jak czynność życiowa. Jak jedzenie, czy oddychanie. Zwykły zabójca zabija, z zemsty, bo jego żona zdradziła go z kimś, bo ktoś go okradł, bo szef zwolnił bez powodu z opłacalnej pracy. Działa pod wpływem emocji. Seryjni mordercy mają to do siebie, że zabierają jakąś część ciała lub organ jako trofeum. W tym przypadku mowa o palcu. A jeśli seryjny morderca MUSI zabijać i jest ostatnia jego ofiara była w okolicy szkoły... Media zrobią z tego aferę... Szkoła straci uczniów... Nie mogę do tego doprowadzić. Ale od tego jest policja. Tylko czy policja będzie wystarczająco skuteczna? Czy zdążą, zanim nasza szkoła upadnie? MUSZĘ się tym zająć. Postanowiłem, że następnego dnia wcielę plan w życie. Zbadam jeszcze raz miejsce zbrodni. Być może policja coś przeoczyła?


Następny dzień rano.

Choć mało spałem wstałem wcześniej. Szybko zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu. Nie skierowałem się jednak w stronę szkoły. Poszedłem w przeciwnym kierunku, do Rossmana.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj mam dla was takie małe zadanie. Spróbujcie zgadnąć, po co poszedłem do Rossmana przed szkołą. Piszcie w komentarzu. Do zobaczenie ;)


Rozdział 2 - Zeznania

Przed nimi w kałuży krwi z rozciętym brzuchem i klatką piersiową leżał ich nauczyciel matematyki.
-Holy shit - powtórzyłem.
Julia zaczęła się rozglądać za drogą ucieczki.
-Nie! Nie możemy się stąd ruszać. Tędy często chodzą uczniowie, więc morderca zabił niedawno. Na pewno zniknął szybko z miejsca zbrodni, więc uciekając możemy się na niego natknąć.
-Teraz nie zaryzykowałby kolejnych ofiar. - stwierdził Nikodem.
-Może i nie, ale wiemy, że jest w pobliżu. - odpowiedziałem
-Zadzwonię na policję. - Podjął się Bartek.
-O Boże... - jęknęła Ola - zbiera mi się na wymioty...
-Odwróć się - poradziłem.
Podszedłem powoli do ciała nauczyciela.
-Nie powinieneś się zbliżać. To miejsce zbrodni - powiedziała mądrze Julia.
-Tylko zobaczę...
Julia westchnęła.
-Mówię ci, to się źle skończy...
Przyjrzałem się zwłokom. Nauczyciel miał długie, pionowe cięcie nożem od pasa aż prawie do szyji. Dodatkowo były dwa poziome cięcia: jedno krótkie, po śródku klatki piersiowej i drugie dłuższe na brzuchu. Wyglądało to okropnie.
-Już jadą - powiedział Bartek - kazali pilnować, aby jakieś dzieciaki tego nie zobaczyły. Masakra.
-Ja pójdę. Popilnuję przy bramie - zgłosiła się Ola.
-No dobrze. Jakby co to krzycz - odpowiedział Wacek.
Słychać było gdzieś dosyć blisko syreny policyjne.
-Już jadą - powiedziała Julia
Coś mi nie pasowało w wyglądzie naszego nauczyciela.
-Chyba nie sprawdził tych testów - zażartował Wacek.
-Przestań Nikodem. To nie jest śmieszne - powiedziała Julia - A nawet jeśli nie sprawdził, to sprawdzi je potem inny nauczyciel.
Przynajmniej nie teraz.
-Wacek, on nie ma małego palca - dostrzegłem.
-Serio? Nie zauważyłem wcześniej. Pewnie miał jakąś operację.
-Nie. Spójrz. Ktoś mu go teraz odciął.
-O kurde. Niezłe rzeczy się tu dzieją - powiedział Bartek.
W tym momencie policyjny radiowóz pokazał się na zakręcie i zaparkował z boku ulicy.Wyszło z niego trzech policjantów i podeszli do nas.
-Jestem trochę zajęty, więc zacznę od razu - powiedział wysoki i dosyć chudy policjant. -Kiedy zobaczyliście ciało?
Ola podeszła do nas. Musiała usłyszałeć rozmowę lub zobaczyć światła z koguta radiowozu.
-Wracaliśmy ze szkoły. Od razu, gdy zobaczyliśmy naszego nauczyciela zadzwoniłem - powiedział Bartek
-Waszego nauczyciela?
-Tak. Od matematyki.
-No dobrze. A czy widzieliście kogoś, kto dziwnie się zachowywał?
-Nie. Po drodze nie zobaczyliśmy nikogo.
-Dobrze. Teraz podajcie mi tylko swoje dane i biegnijcie do domu. Resztą my się zajmujemy
Gdy tylko podaliśmy swoje imiona, nazwiska i adresy poszliśmy do domów. Nikt się nie odezwał. Myśleliśmy o tajemniczym morderstwie.

wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 1 - Przerażająca śmierć

W telewizji leciały wiadomości. wszyscy w Polsce siedzieli cicho przed telewizorami. Oczekiwali czegoś. w końcu wybiła godzina 17:00. Wiadomości. Mama zwiększyła głośność, wszyscy skupili się. Na ekranie pojawił się prezydent.
-Wraz z ostatnim głosowaniem - zaczynał prezydent - doszły do nas wyniki. Dla wielu na pewno to będzie duże zaskoczenie, zarówno dla rodziców jak i uczniów szkół. 
-No, dalej! - powiedział mój tata, choć wiedział, że nie przyśpieszy tym ogłoszenia wyników.
-... głosy były na prawdę równe. - emocje sięgały zenitu - W Polsce od początku marca nauka przestanie być obowiązkowa.
-Jeeeeest! 
W całym bloku było słychać uradowane krzyki uczniów, a także westchnienia rodziców. 
-... wyniki przesądziło jedynie 6% głosów.
-Było blisko - stwierdziłem - ale wygraliśmy.
-Mateusz! Mateusz wstawaj! Spóźnisz się do szkoły!
A jednak. To tylko sen. A szkoda.
-Już wstaję mamo. 
Szkoła. Niestety, ale mamy w Polsce obowiązek nauki. Rodzice twierdzą, że wyroślibyśmy na idiotów bez pracy nieznających nawet zasad ortografii. Ale cóż... Jak trzeba, to trzeba. Pójdę do tej szkoły po raz kolejny. W trakcie drogi nie stało się nic ciekawego. W szatni spotkałem Nikodema i Bartka. 
-Cześć.
-Siemka - odrzekli.
-Ale miałem fajny sen... No nie ważne. Czym zaczynamy?
-Matematyką. Nauczyłeś się na test?
TEST? To dzisiaj jest test? Hmmm... może faktycznie napisałem to na marginesie? Co ja zrobię? Pouczyć się nie zdążę, na zrobienie ściągi za mało czasu... Będzie jedynka...
-A! Test z matematyki. No tak...
-Znowu zapomniałeś? No trudno. Chodźcie pod klasę. Zaraz dzwonek. - rzekł Wacek.
No trudno. Będzie kolejna jedynka. Mama nie będzie zadowolona.

Religia. Ostatnie pięć minut lekcji. 
-To co? Będziesz na skyp'ie na 16? - spytał Bartek.
-Myślę, że zdążę.
-To spoko. Pogadamy.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. W końcu. Jak najszybciej spakowaliśmy się i wraz z Olą, Julią i Wackiem zbiegliśmy na dół do szatni. Migiem ubraliśmy się i szliśmy przez boisko w stronę pętli tramwajowej. 
-Idziemy do sklepu? - zapytał Bartek.
-Nie wiem. Nie wziąłem hajsu. I trochę mi się śpieszy.
-Ja chyba zajdę. Kupię sobie pizzerinkę. - powiedziała Ola
-Idę z tobą - stwierdziła Julia.
-No dobrze. - zaczął Wacek - to ja odprowadzę Kowa...
Wacek zaniemówił. Wszyscy stanęli.
-Holy shit - odezwałem się pierwszy.

Najpierw napiszę coś o sobie i blogu. Więc tak:
Jestem Mateusz, moje pseudonim to Kowadło i piszę bloga, który nie będzie zawierał prawdziwych wydarzeń. Nie mam ochoty bawić się w wymyślanie bohaterów, więc po prostu użyję gotowych - siebie, moich przyjaciół i znajomych. Jednak moje życie jest zbyt nudne na bloga. Sądzę, że ciekawszy będzie kryminał ;) Zapraszam.