Wszedłem do sklepu. Bez większych problemów trafiłem na dział z farbami do włosów. Wziąłem najtańszą czarną. Kasjerka trochę dziwnie na mnie spojrzała. Powiedziałem, że to dla mamy. W końcu jutro walentynki. Schowałem farbę do plecaka i poszedłem do szkoły. Gdy dotarłem była już 7:46.
-Hej Wacek! - przywitałem Nikodema siedzącego w szatni.
-Siema. - odpowiedział. Wyglądał na zaspanego.
-Też nie mogłeś spać?
-Tak. Ta sprawa nie daje mi spokoju.
-Mi też. Dlatego postanowiłem się tym zająć. - Stwierdziłem pewnym tonem.
-Dlaczego? Nie uważasz, że to robota policji?
-Może i tak, ale oni zajmują się wieloma sprawami. Poza tym wspominali już o tym w wiadomościach. Na szczęście policja nie pozwoliła im dowiedzieć się zbyt wiele.
-Trochę cię nie rozumiem - odpowiedział zaspany Nikodem.
-W nocy i tak nie mogłem zasnąć. Zacząłem pisać notatki. Spójrz na to.
Pokazałem mu zeszyt z moimi notatkami.
-O fuck - nagle Nikodem się obudził - A co, jeśli zabije kolejną osobę w okolicy szkoły?
-Martwię się bardziej tym, że w ten sposób szkoła straci uczniów. Rodzice zaczną przepisywać dzieci w inne rejony miasta. Dude, musimy się tym zająć.
Nikodem przez chwilę wszystko przemyślał.
-No dobra. wchodzę w to.
-W co wchodzisz? - do szatni wszedł Bartek.
-W śledztwo w sprawie mordercy - odpowiedziałem.
-Myślałem długo o tym. To by było najlepsze wyjście. Po za tym mój tata jest policjantem. Może coś z niego wyciągnę.
Spojrzeliśmy po sobie.
-Dołączam do was. - odparł po zaczerpnięciu powietrza.
-Jasne. Kowadło napisał w nocy notatki, które pomogły by nam dotrzeć do mordercy - powiedział Wacek. - Pokaż mu.
Podałem zeszyt Bartkowi.
-Teraz to już musimy się tym zająć.
-Mam pomysł. Po szkole zostańcie chwilę w szatni. Tak, aby wszyscy zdążyli pójść do domów. Przebadamy miejsce zbrodni - zaproponowałem.
-Myślę, że od tego zaczniemy - powiedział Bartek.
-Ale policja pewnie wszystko sprzątnęła - ze smutkiem w głosie dodał Nikodem.
-Może nie wszystko - powiedziałem.
-Chodźcie już pod klasę, bo zaraz dzwonek -rzekł Bartek.
-No. Zaczynamy angielskim. Było coś zadane? - spytałem.
-Tak. Dwa zadania w ćwiczeniach. Bodajże szóste i siódme - poinformował nas Nikodem.
-Ups. Zapomniałem.
-Ja też - dodał Bartek - Zgłosimy nieprzygotowanie.
-Ja mam już chyba wszystkie wykorzystane - odrzekłem. - Chyba za bardzo zaangażowałem się w śledztwo.
-Przestań, to tylko jedynka. Pomyśl, co się stanie, jeśli nie zajmiemy się śledztwem. Szkoła upadnie. Poprzepisują nas do innych szkół, pewnie w drugiej części miasta, bo wszędzie nie ma miejsca. Tego chcemy? - uświadomił mi Wacek.
-Masz rację - przyznałem Nikodemowi.
Doszliśmy już pod klasę. Chwilę później zadzwonił dzwonek.
Dzisiaj było dosyć mało lekcji. Skończyliśmy szkołę o godzinie 13:35. Zeszliśmy do szatni.
-Tak się zastanawiam, czy mówić Julii i Oli - powiedział Wacek - Pewnie byłyby niezbyt zadowolone.
-Nie wiem. Możemy powiedzieć - stwierdziłem.
-Ale miejsce zbrodni chyba przeszukamy sami - powiedział Bartek - Zresztą mówiłeś na polskim, że masz jakiś plan.
-Owszem. Poczekajmy jeszcze chwilkę, aż się rozejdą. Nie chcę gapiów - odrzekłem.
Po paru czy parunastu minutach zadzwonił dzwonek na lekcję.
-Myślę, że możemy iść - powiedział Wacek. - Chyba wszyscy już poszli do domów.
-Więc chodźmy - odpowiedziałem.
Wyszliśmy ze szkoły i rozglądając się, czy nikogo nie ma poszliśmy na tyły, w stronę boiska.
-Luz. Jest czysto jak w kiblu po Domestosie - zażartował Wacek.
-Możesz używać innych porównań? - zapytałem śmiejąc się.
-Jednak nie. Stoją tam jakieś dzieciaki - dostrzegł pierwszy Bartek.
-Faktycznie - powiedziałem.
-No musiały akurat teraz gnojki przyjść - zdenerwował się Wacek.
-Spokojnie - powiedziałem.
Podszedłem do dzieci.
-Hej! Która wy jesteście klasa? - zapytałem.
-Druga A. a czego chcesz? - odpowiedział nieufnie jeden z nich ubrany w czerwoną kurtkę.
-Wasza wychowawczyni chciała, aby wasza klasa poszła do niej po lekcjach. Szukałem was wcześniej, ale nie mogłem znaleźć.
-Serio? Akurat teraz? Czego ta baba chce?
-Nie wiem, ale mówiła, że pilne. Inaczej bym was nie szukał.
Dzieci łyknęły haczyk.
-Idziecie? - zawołał do reszty ten w czerwonej kurtce.
-Chodźmy. Jak każe nam przyjść...
Gdy się oddalili poszliśmy na miejsce zbrodni.
-Sprytne - pochwalił Wacek - Ale zaraz pewnie przyjdą z powrotem, gdy wychowawczyni powie im, że ich nie szukała.
-Wcale nie. Pani Kowalska pojechała przed chwilą. Widziałem przez okno.
-Trochę jej poszukają - dodał Bartek - I dobrze. Niech dadzą nam pracować.
Dalej nie spotkaliśmy nikogo. Stanęliśmy przy dróżce, na której leżało ciało.
-Nieźle to uprzątnęli. Jakbyś nie wiedział o morderstwie, powiedziałbyś, że nic tu się nie stało - zauważył Bartek.
Faktycznie. Ścieżka wysłana betonowymi płytami wyglądała normalnie jak zawsze. Ale tylko z wierzchu.
-Zobaczmy - powiedziałem.
Zdjąłem plecak i postawiłem na ziemi. Wyjąłem z niego farbę do włosów.
-Co ty masz zamiar z tą farbą robić? - zapytał Nikodem.
-Detektywi używają takiego czarnego środku. Nie pamiętam jak się nazywa. W każdym bądź razie po polaniu nią gruntu "przyczepia się" do krwi, a raczej do jej białek. Reszta normalnie spływa. W ten sposób ślady krwi są bardzo widoczne. Tak samo działa czarna farba do włosów.
-Niezłe. Gdzie to wyczaiłeś? - zapytał Bartek.
-Widziałem w jakimś programie popularno-naukowym. Nie sądziłem, że mi się kiedyś przyda.
-A jednak.
Rozcieńczyłem farbę do włosów z odrobiną wody z butelki. Gdy już nie była tak gęsta wziąłem do ręki pędzel dołączony w pudełku i zacząłem smarować miejsce, gdzie wydarzyło się morderstwo. Smarowałem raz za razem. Początkowo nie było widać żadnych śladów krwi. Gdy posmarowałem wilgotną ziemię obok ścieżki coś się pojawiło.
-Spójrzcie! Tu farba tak nie spływa. Ślad jest wyraźniejszy. A jednak ta metoda działa - zawołałem zachwycony.
-No, no. A jednak policja coś zostawiła - powiedział zdumiony Bartek.
Obszar wysmarowany farbą stawał się coraz większy. Po chwili było widać już całkiem sporo krwi.
-Widzicie? Ta plama jest w pewnej odległości od pierwszej. I jest mniejsza. To tak, jakby ktoś krwawił. - zauważyłem.
-Czyli krwawił nauczyciel?
-Nie wydaje mi się. Ślady byłyby większe. Po za tym wezwałby pomoc.
-Czyli co? To krew mordercy? - zapytał Bartek.
-Prawdopodobnie tak - odpowiedziałem.
-A jednak mamy jakieś postępy - rzekł zachwycony Wacek.
-Maluj dalej - poradził Bartek.
Dalsze malowanie ukazało jeszcze kilka większych plam oddalających się w stronę przeciwną, niż szkoły. Dalej było tylko kilka kropek krwi.
-Wiecie, co to udowadnia? - zapytał nas Wacek.
-Tak. Teraz mamy pewność, że to morderca. Zawinął czymś ranę i uciekł.
-Zrobię zdjęcia - zaproponował Bartek wyjmując z kieszeni telefon.
-Dobry pomysł. Przyda się.
Bartek zrobił kilkanaście bliższych i dalszych zdjęć krwi.
-Co z tym robimy? - zapytał Nikodem.
-Wypiłem dziś całą wodę. A trzeba czymś to spłukać.
-Mi trochę zostało - powiedział Bartek.
-Ja mam jeszcze pół butelki - dodał Nikodem.
-Świetnie. Polejcie to dokładnie wodą.
Zmycie farby do włosów poszło bardzo szybko.
-Dobra. Pora na mnie - rzekł Bartek. - Powinienem być już w domu.
-Ja w sumie też - powiedziałem.
-Do jutra - powiedział Wacek.
-Cześć. Będę potem na Facebooku - pożegnałem się.
-Ja chyba też - dodał Bartek.
Wtedy na pętli ruszył tramwaj i zatrzymał się na przystanku.
-Choć, bo nie zdążymy na tramwaj.
Razem pobiegliśmy na przystanek i wsiedliśmy do tramwaju.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale się dziś rozpisałem :D Mam nadzieję, że się wam podoba.
czwartek, 13 lutego 2014
środa, 12 lutego 2014
Rozdział 3 - Śledztwo
Tej nocy nie mogłem zasnąć. Myślałem o naszym nauczycielu, jego zabójcy, ciętych ranach na piersi i brzuchu, obciętym palcu... To było za wiele. Próbowałem zrozumieć mordercę. Nie umiałem. Zrezygnowany wziąłem do ręki telefon i włączyłem Facebooka. Była godzina 1:38. Nikodem był aktywny. Jednak nie tylko ja nie mogłem zasnąć. Napisałem.
Cześć Wacek. Ty też nie możesz spać?
No nie za bardzo. Dziwi mnie to zabójstwo. Czy nauczyciel matematyki może mieć jakichś wrogów Za dużo nie zarabia, poza tym to nie okres wypłaty, co nie?
Nie wiem. Też o tym myślę.
Dobra, ja chyba spróbuję zasnąć, bo jutro do szkoły. Do jutra Kowadło.
Dobranoc Wacek.
I tak nie zasnę. Zapaliłem lampkę leżącą na biurku, wyjąłem notatnik i zacząłem pisać. Ale co pisać? Postanowiłem zacząć od prostych rzeczy.
Co się stało?
Został zamordowany mój nauczyciel matematyki.
Gdzie?
Na dróżce z tyłu szkoły.
Kiedy?
Właśnie. Kiedy to było? Jutro spytam Bartka, o której wykonał połączenie z policją. Na pewno jest w rejestrze.
Co zrobił zabójca, czego nie musiał robić?
-Wyciął znak nożem w jego ciele.
-Zostawił ofiarę na widoku.
-Odciął mały palec lewej ręki.
-Dokonał zabójstwa w miejscu, gdzie często ktoś przechodzi. Tak, aby wszyscy zobaczyli jego zbrodnię.
-Prawdopodobnie nie okradł go (Bo nauczyciele jakoś specjalnie dużo nie zarabiają. Nie łatwiej zabić szefa jakiejś ważnej firmy?)
Coś jeszcze? Przeczytałem wszystko jeszcze raz. Wyciął nożem krzyż z dwoma ramionami w jego ciele. Nie było by łatwiejszych sposobów na zabójstwo z użyciem noża? Być może to jakiś rytuał. Po co zostawił go na widoku? Chciał, aby wszyscy go zobaczyli. Odciął mały palec... W tym momencie wszystko stało się jasne. To nie był zwyczajny zabójca. To był SERYJNY MORDERCA. Pewnie zapytacie, czym się różni zabójca od seryjnego mordercy. Seryjny morderca nie ma motywu zabijania. Zabija, bo musi. To jak nałóg. Po jakimś czasie nałóg staje się zwyczajem. Dla seryjnego mordercy zabijanie jest jak czynność życiowa. Jak jedzenie, czy oddychanie. Zwykły zabójca zabija, z zemsty, bo jego żona zdradziła go z kimś, bo ktoś go okradł, bo szef zwolnił bez powodu z opłacalnej pracy. Działa pod wpływem emocji. Seryjni mordercy mają to do siebie, że zabierają jakąś część ciała lub organ jako trofeum. W tym przypadku mowa o palcu. A jeśli seryjny morderca MUSI zabijać i jest ostatnia jego ofiara była w okolicy szkoły... Media zrobią z tego aferę... Szkoła straci uczniów... Nie mogę do tego doprowadzić. Ale od tego jest policja. Tylko czy policja będzie wystarczająco skuteczna? Czy zdążą, zanim nasza szkoła upadnie? MUSZĘ się tym zająć. Postanowiłem, że następnego dnia wcielę plan w życie. Zbadam jeszcze raz miejsce zbrodni. Być może policja coś przeoczyła?
Następny dzień rano.
Choć mało spałem wstałem wcześniej. Szybko zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu. Nie skierowałem się jednak w stronę szkoły. Poszedłem w przeciwnym kierunku, do Rossmana.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj mam dla was takie małe zadanie. Spróbujcie zgadnąć, po co poszedłem do Rossmana przed szkołą. Piszcie w komentarzu. Do zobaczenie ;)
Cześć Wacek. Ty też nie możesz spać?
No nie za bardzo. Dziwi mnie to zabójstwo. Czy nauczyciel matematyki może mieć jakichś wrogów Za dużo nie zarabia, poza tym to nie okres wypłaty, co nie?
Nie wiem. Też o tym myślę.
Dobra, ja chyba spróbuję zasnąć, bo jutro do szkoły. Do jutra Kowadło.
Dobranoc Wacek.
I tak nie zasnę. Zapaliłem lampkę leżącą na biurku, wyjąłem notatnik i zacząłem pisać. Ale co pisać? Postanowiłem zacząć od prostych rzeczy.
Co się stało?
Został zamordowany mój nauczyciel matematyki.
Gdzie?
Na dróżce z tyłu szkoły.
Kiedy?
Właśnie. Kiedy to było? Jutro spytam Bartka, o której wykonał połączenie z policją. Na pewno jest w rejestrze.
Co zrobił zabójca, czego nie musiał robić?
-Wyciął znak nożem w jego ciele.
-Zostawił ofiarę na widoku.
-Odciął mały palec lewej ręki.
-Dokonał zabójstwa w miejscu, gdzie często ktoś przechodzi. Tak, aby wszyscy zobaczyli jego zbrodnię.
-Prawdopodobnie nie okradł go (Bo nauczyciele jakoś specjalnie dużo nie zarabiają. Nie łatwiej zabić szefa jakiejś ważnej firmy?)
Coś jeszcze? Przeczytałem wszystko jeszcze raz. Wyciął nożem krzyż z dwoma ramionami w jego ciele. Nie było by łatwiejszych sposobów na zabójstwo z użyciem noża? Być może to jakiś rytuał. Po co zostawił go na widoku? Chciał, aby wszyscy go zobaczyli. Odciął mały palec... W tym momencie wszystko stało się jasne. To nie był zwyczajny zabójca. To był SERYJNY MORDERCA. Pewnie zapytacie, czym się różni zabójca od seryjnego mordercy. Seryjny morderca nie ma motywu zabijania. Zabija, bo musi. To jak nałóg. Po jakimś czasie nałóg staje się zwyczajem. Dla seryjnego mordercy zabijanie jest jak czynność życiowa. Jak jedzenie, czy oddychanie. Zwykły zabójca zabija, z zemsty, bo jego żona zdradziła go z kimś, bo ktoś go okradł, bo szef zwolnił bez powodu z opłacalnej pracy. Działa pod wpływem emocji. Seryjni mordercy mają to do siebie, że zabierają jakąś część ciała lub organ jako trofeum. W tym przypadku mowa o palcu. A jeśli seryjny morderca MUSI zabijać i jest ostatnia jego ofiara była w okolicy szkoły... Media zrobią z tego aferę... Szkoła straci uczniów... Nie mogę do tego doprowadzić. Ale od tego jest policja. Tylko czy policja będzie wystarczająco skuteczna? Czy zdążą, zanim nasza szkoła upadnie? MUSZĘ się tym zająć. Postanowiłem, że następnego dnia wcielę plan w życie. Zbadam jeszcze raz miejsce zbrodni. Być może policja coś przeoczyła?
Następny dzień rano.
Choć mało spałem wstałem wcześniej. Szybko zjadłem śniadanie i wyszedłem z domu. Nie skierowałem się jednak w stronę szkoły. Poszedłem w przeciwnym kierunku, do Rossmana.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj mam dla was takie małe zadanie. Spróbujcie zgadnąć, po co poszedłem do Rossmana przed szkołą. Piszcie w komentarzu. Do zobaczenie ;)
Rozdział 2 - Zeznania
Przed nimi w kałuży krwi z rozciętym brzuchem i klatką piersiową leżał ich nauczyciel matematyki.
-Holy shit - powtórzyłem.
Julia zaczęła się rozglądać za drogą ucieczki.
-Nie! Nie możemy się stąd ruszać. Tędy często chodzą uczniowie, więc morderca zabił niedawno. Na pewno zniknął szybko z miejsca zbrodni, więc uciekając możemy się na niego natknąć.
-Teraz nie zaryzykowałby kolejnych ofiar. - stwierdził Nikodem.
-Może i nie, ale wiemy, że jest w pobliżu. - odpowiedziałem
-Zadzwonię na policję. - Podjął się Bartek.
-O Boże... - jęknęła Ola - zbiera mi się na wymioty...
-Odwróć się - poradziłem.
Podszedłem powoli do ciała nauczyciela.
-Nie powinieneś się zbliżać. To miejsce zbrodni - powiedziała mądrze Julia.
-Tylko zobaczę...
Julia westchnęła.
-Mówię ci, to się źle skończy...
Przyjrzałem się zwłokom. Nauczyciel miał długie, pionowe cięcie nożem od pasa aż prawie do szyji. Dodatkowo były dwa poziome cięcia: jedno krótkie, po śródku klatki piersiowej i drugie dłuższe na brzuchu. Wyglądało to okropnie.
-Już jadą - powiedział Bartek - kazali pilnować, aby jakieś dzieciaki tego nie zobaczyły. Masakra.
-Ja pójdę. Popilnuję przy bramie - zgłosiła się Ola.
-No dobrze. Jakby co to krzycz - odpowiedział Wacek.
Słychać było gdzieś dosyć blisko syreny policyjne.
-Już jadą - powiedziała Julia
Coś mi nie pasowało w wyglądzie naszego nauczyciela.
-Chyba nie sprawdził tych testów - zażartował Wacek.
-Przestań Nikodem. To nie jest śmieszne - powiedziała Julia - A nawet jeśli nie sprawdził, to sprawdzi je potem inny nauczyciel.
Przynajmniej nie teraz.
-Wacek, on nie ma małego palca - dostrzegłem.
-Serio? Nie zauważyłem wcześniej. Pewnie miał jakąś operację.
-Nie. Spójrz. Ktoś mu go teraz odciął.
-O kurde. Niezłe rzeczy się tu dzieją - powiedział Bartek.
W tym momencie policyjny radiowóz pokazał się na zakręcie i zaparkował z boku ulicy.Wyszło z niego trzech policjantów i podeszli do nas.
-Jestem trochę zajęty, więc zacznę od razu - powiedział wysoki i dosyć chudy policjant. -Kiedy zobaczyliście ciało?
Ola podeszła do nas. Musiała usłyszałeć rozmowę lub zobaczyć światła z koguta radiowozu.
-Wracaliśmy ze szkoły. Od razu, gdy zobaczyliśmy naszego nauczyciela zadzwoniłem - powiedział Bartek
-Waszego nauczyciela?
-Tak. Od matematyki.
-No dobrze. A czy widzieliście kogoś, kto dziwnie się zachowywał?
-Nie. Po drodze nie zobaczyliśmy nikogo.
-Dobrze. Teraz podajcie mi tylko swoje dane i biegnijcie do domu. Resztą my się zajmujemy
Gdy tylko podaliśmy swoje imiona, nazwiska i adresy poszliśmy do domów. Nikt się nie odezwał. Myśleliśmy o tajemniczym morderstwie.
-Holy shit - powtórzyłem.
Julia zaczęła się rozglądać za drogą ucieczki.
-Nie! Nie możemy się stąd ruszać. Tędy często chodzą uczniowie, więc morderca zabił niedawno. Na pewno zniknął szybko z miejsca zbrodni, więc uciekając możemy się na niego natknąć.
-Teraz nie zaryzykowałby kolejnych ofiar. - stwierdził Nikodem.
-Może i nie, ale wiemy, że jest w pobliżu. - odpowiedziałem
-Zadzwonię na policję. - Podjął się Bartek.
-O Boże... - jęknęła Ola - zbiera mi się na wymioty...
-Odwróć się - poradziłem.
Podszedłem powoli do ciała nauczyciela.
-Nie powinieneś się zbliżać. To miejsce zbrodni - powiedziała mądrze Julia.
-Tylko zobaczę...
Julia westchnęła.
-Mówię ci, to się źle skończy...
Przyjrzałem się zwłokom. Nauczyciel miał długie, pionowe cięcie nożem od pasa aż prawie do szyji. Dodatkowo były dwa poziome cięcia: jedno krótkie, po śródku klatki piersiowej i drugie dłuższe na brzuchu. Wyglądało to okropnie.
-Już jadą - powiedział Bartek - kazali pilnować, aby jakieś dzieciaki tego nie zobaczyły. Masakra.
-Ja pójdę. Popilnuję przy bramie - zgłosiła się Ola.
-No dobrze. Jakby co to krzycz - odpowiedział Wacek.
Słychać było gdzieś dosyć blisko syreny policyjne.
-Już jadą - powiedziała Julia
Coś mi nie pasowało w wyglądzie naszego nauczyciela.
-Chyba nie sprawdził tych testów - zażartował Wacek.
-Przestań Nikodem. To nie jest śmieszne - powiedziała Julia - A nawet jeśli nie sprawdził, to sprawdzi je potem inny nauczyciel.
Przynajmniej nie teraz.
-Wacek, on nie ma małego palca - dostrzegłem.
-Serio? Nie zauważyłem wcześniej. Pewnie miał jakąś operację.
-Nie. Spójrz. Ktoś mu go teraz odciął.
-O kurde. Niezłe rzeczy się tu dzieją - powiedział Bartek.
W tym momencie policyjny radiowóz pokazał się na zakręcie i zaparkował z boku ulicy.Wyszło z niego trzech policjantów i podeszli do nas.
-Jestem trochę zajęty, więc zacznę od razu - powiedział wysoki i dosyć chudy policjant. -Kiedy zobaczyliście ciało?
Ola podeszła do nas. Musiała usłyszałeć rozmowę lub zobaczyć światła z koguta radiowozu.
-Wracaliśmy ze szkoły. Od razu, gdy zobaczyliśmy naszego nauczyciela zadzwoniłem - powiedział Bartek
-Waszego nauczyciela?
-Tak. Od matematyki.
-No dobrze. A czy widzieliście kogoś, kto dziwnie się zachowywał?
-Nie. Po drodze nie zobaczyliśmy nikogo.
-Dobrze. Teraz podajcie mi tylko swoje dane i biegnijcie do domu. Resztą my się zajmujemy
Gdy tylko podaliśmy swoje imiona, nazwiska i adresy poszliśmy do domów. Nikt się nie odezwał. Myśleliśmy o tajemniczym morderstwie.
wtorek, 11 lutego 2014
Rozdział 1 - Przerażająca śmierć
W telewizji leciały wiadomości. wszyscy w Polsce siedzieli cicho przed telewizorami. Oczekiwali czegoś. w końcu wybiła godzina 17:00. Wiadomości. Mama zwiększyła głośność, wszyscy skupili się. Na ekranie pojawił się prezydent.
-Wraz z ostatnim głosowaniem - zaczynał prezydent - doszły do nas wyniki. Dla wielu na pewno to będzie duże zaskoczenie, zarówno dla rodziców jak i uczniów szkół.
-No, dalej! - powiedział mój tata, choć wiedział, że nie przyśpieszy tym ogłoszenia wyników.
-... głosy były na prawdę równe. - emocje sięgały zenitu - W Polsce od początku marca nauka przestanie być obowiązkowa.
-Jeeeeest!
W całym bloku było słychać uradowane krzyki uczniów, a także westchnienia rodziców.
-... wyniki przesądziło jedynie 6% głosów.
-Było blisko - stwierdziłem - ale wygraliśmy.
-Mateusz! Mateusz wstawaj! Spóźnisz się do szkoły!
A jednak. To tylko sen. A szkoda.
-Już wstaję mamo.
Szkoła. Niestety, ale mamy w Polsce obowiązek nauki. Rodzice twierdzą, że wyroślibyśmy na idiotów bez pracy nieznających nawet zasad ortografii. Ale cóż... Jak trzeba, to trzeba. Pójdę do tej szkoły po raz kolejny. W trakcie drogi nie stało się nic ciekawego. W szatni spotkałem Nikodema i Bartka.
-Cześć.
-Siemka - odrzekli.
-Ale miałem fajny sen... No nie ważne. Czym zaczynamy?
-Matematyką. Nauczyłeś się na test?
TEST? To dzisiaj jest test? Hmmm... może faktycznie napisałem to na marginesie? Co ja zrobię? Pouczyć się nie zdążę, na zrobienie ściągi za mało czasu... Będzie jedynka...
-A! Test z matematyki. No tak...
-Znowu zapomniałeś? No trudno. Chodźcie pod klasę. Zaraz dzwonek. - rzekł Wacek.
No trudno. Będzie kolejna jedynka. Mama nie będzie zadowolona.
Religia. Ostatnie pięć minut lekcji.
-To co? Będziesz na skyp'ie na 16? - spytał Bartek.
-Myślę, że zdążę.
-To spoko. Pogadamy.
W tym momencie zadzwonił dzwonek. W końcu. Jak najszybciej spakowaliśmy się i wraz z Olą, Julią i Wackiem zbiegliśmy na dół do szatni. Migiem ubraliśmy się i szliśmy przez boisko w stronę pętli tramwajowej.
-Idziemy do sklepu? - zapytał Bartek.
-Nie wiem. Nie wziąłem hajsu. I trochę mi się śpieszy.
-Ja chyba zajdę. Kupię sobie pizzerinkę. - powiedziała Ola
-Idę z tobą - stwierdziła Julia.
-No dobrze. - zaczął Wacek - to ja odprowadzę Kowa...
Wacek zaniemówił. Wszyscy stanęli.
-Holy shit - odezwałem się pierwszy.
-Holy shit - odezwałem się pierwszy.
Najpierw napiszę coś o sobie i blogu. Więc tak:
Jestem Mateusz, moje pseudonim to Kowadło i piszę bloga, który nie będzie zawierał prawdziwych wydarzeń. Nie mam ochoty bawić się w wymyślanie bohaterów, więc po prostu użyję gotowych - siebie, moich przyjaciół i znajomych. Jednak moje życie jest zbyt nudne na bloga. Sądzę, że ciekawszy będzie kryminał ;) Zapraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)