Przesłuchałem zapisaną rozmowę jeszcze raz. Podłączyłem kartę pamięci i zgrałem na nią plik mp3. Jutro pokażę i wyślę przez Bluetootha Bartkowi, Nikodemowi, Oli i Julii. Ciekawe jak zareagują. Włożyłem kartę z powrotem do telefonu i podłączyłem słuchawki. Upewniłem się jeszcze, że wszystko działa i schowałem telefon do kieszeni spodni. Teraz chyba należało wziąć się za lekcje. Wyłączyłem laptopa i wyjąłem książki. Odrobiłem matematykę częściowo strzelając oraz geografię. Jutro test z niemieckiego. Nie nauczę się już. Może ściąga? Zrobienie jej zajmie mi równie dużo czasu co nauka. Chyba, że... Włączyłem z powrotem laptopa. Zrobię ściągę elektroniczną, w formie dźwięku. Powiem, że słucham muzyki. Albo nie. Pani może mi kazać wyłączyć telefon na teście. Schowam kabel pod bluzą i przymocuję słuchawkę w rękawie tab, abym mógł wszystko słyszeć podpierając głowę ręką. Tylko nagrywanie materiałów zajmie mi dużo czasu. Wiem! Użyję syntezatora mowy. Włączyłem Ivonę i wpisałem odpowiednie notatki. Program bezproblemowo przeczytał mi treść. Litery w słowach, które muszę znać oddzieliłem spacją, aby program mi je przeliterował. Jestem genialny. Pliki były jednak za długie. Pousuwałem kilka niepotrzebnych rzeczy i rozdzieliłem wszystko na pięć plików. Dzięki temu będzie mi łatwiej znaleźć odpowiedni fragment. Teraz całość zajmowała 15 minut. Dalej sporo, ale wystarczy na odtworzenie tego niecałe cztery razy w ciągu całej lekcji. Wyjąłem znowu kartę pamięci z telefonu. Zostało mało miejsca, ale wystarczyło na kilka plików mp3. Poczekałem, aż pliki się skopiują. Voila! Ściąga była gotowa do użycia. Odrobiłem jeszcze pracę domową z języka polskiego. Spakowałem do plecaka niezbędne mi słuchawki douszne. Zjadłem kolację, umyłem się i poszedłem spać. Rano poszedłem do szkoły. W szatni nikogo jeszcze nie było. Przebrałem się i usiadłem na ławce. Wtedy wszedł Wacek.
-Cześć Kowadło!
-Hej Wacek. Wczoraj dzwoniłem do tej firmy podając się za pracownika.
-Nie rozpoznali po glosie? - zapytał Nikodem.
-Zmutowałem głos clown Fishem. Posłuchaj tego. - Podpiąłem słuchawki do telefonu i włączyłem muzykę. Nikodem wziął jedną słuchawkę.
-To jest ta rozmowa?
Włożyłem słuchawkę do ucha.
-Ummmm... Nie. To moja ściąga na niemiecki - odpowiedziałem.
-A cha. Ciekawy pomysł - stwierdził Nikodem. Przełączyłem moją ściągę na rozmowę telefoniczną. Po chwili usłyszeliśmy poczatek.
-Dzień dobry, firma PolTech. W czym mogę służyć?
-Dzień dobry. Jestem z Olsztyna i szukając pracy natknąłem się na tą firmę. Chciałbym tu pracować.
-Nie wiem, czy się panu uda. To bardzo wymagająca firma. Jakie studia pan ukończył?
-Yyy.. Wyższe studia nauk fizycznych w Krakowie .Bardzo dobrze programuję w c++ i java scripcie. Moje hobby to tworzenie robotów ze sztuczną inteligencją. Rozumie pani...
-Aktualnie mamy chyba dwa wolne miejsca. Ważny jest jeszcze język angielski. Połowa pracowników to amerykanie.
-Amerykanie?
-Tak. Przenieśli amerykańską firmę do polski i zmienili nazwę. Ale wielu pracowników pojechało do Polski.
-Jeśli chodzi o języki, to angielskim posługuję się bardzo dobrze, oraz średnio w języku niemieckim i hiszpańskim.
-Dobrze, proszę wysłać swoje CV pod adres podany na naszej stronie internetowej.
-Dziękuję pani bardzo. Do widzenia.
-Dlaczego przenieśli się do Polski? Tam pewnie mieli lepsze warunki - zauważył Nikodem.
-Myślę, że tam prawo im czegoś zabraniało. W Polsce dzieje się wiele dziwnych rzeczy niezgodnych z prawem, które jednak przechodzą kontrole. Pamiętasz sprawę o tajnym więzieniu FBI w Polsce? Tam więźniowie byli torturowani.
-Masz rację - powiedział Nikodem.
Poszliśmy pod klasę. Zaczynaliśmy angielskim. Weszliśmy do klasy. Było nas na prawdę niewielu. Ola i Julia spóźniły się, a Bartek wcale nie przyszedł.
-Może zachorował - martwiła się Julia.
-Możliwe. Na przerwie pójdziemy do toalety i zadzwonimy - powiedziałem.
Gdy tylko zadzwonił dzwonek ja, Nikodem, Julia i Ola poszliśmy do męskiej toalety. Jeden z uczniów podstawówki dziwnie na nas spojrzał. zamknęliśmy drzwi. Wyjąłem telefon i wybrałem numer Bartka. Włączyłem głośnik. Po czterech sygnałach odebrał.
-Jeżeli nie przestaniecie się zajmować tą sprawą wasz Bartuś zginie - usłyszeliśmy męski głos mówiący jakimś zagranicznym akcentem. - Ale powoli. Tego chyba nie chcecie gnojki. - mężczyzna się zaśmiał.
-Kim jesteś? - warknął Nikodem.
-Grzeczniej szczylu. Nie zapominaj, że mam waszego kochasia. Chcecie go usłyszeć? - zapytał mężczyzna.
Pokazałem Nikodemowi, aby ostrożniej dobierał słowa. Milczeliśmy. Usłyszeliśmy w słuchawce dziwny dźwięk. Następnie ktoś głośno oddychał.
-Pomóżcie! - usłyszeliśmy go.
-Bartek! - krzyknęła Julia. - Zostaw go!
-Chcielibyście, co? Dam wam dwie rady. Po pierwsze odwalcie się od tego. To nie wasza sprawa. Po drugie nie dzwońcie na psy. Domyślacie się, co się stanie, hm? - rzekł z pogardą w głosie. Usłyszeliśmy jakiś głośny dźwięk. Skądś go znam. Mężczyzna rozłączył się.
Siedzieliśmy przez chwilę cicho. W szoku dalej trzymałem nieruchomo telefon.
-Jakim prawem ten sku...
-Julia opanuj się. On nas nie słyszy. MYŚL. Musimy mu pomóc - powiedziałem.
-Masz rację - westchnęła.
-Ale co mamy zrobić? - spytała Ola - Jakiś obcy gość odebrał telefon Bartka i powiadomił nas o tym, że trzyma go gdzieś w niewoli i może go skrzywdzić. Co mamy zrobić?
-Słyszeliście jego słowa. On używa Bartka jako karty przetargowej. Chce, żebyśmy porzucili śledztwo.
-Ale przecież i tak go nie wypuści. Wierzycie w to? - powiedziałem.
-Racja. Bartek pewnie widział jego twarz - powiedziała Ola.
-Pomyślmy, gdzie może być. Na koniec słyszeliśmy taki dźwięk... Wiem! To przejeżdżający tramwaj! Trzyma go gdzieś przy linii tramwajowej.
-Mamy trop!
-Wiesz ile w Elblągu jest kilometrów linii tramwajowych?
-Ale to już coś. Nikodem miej w gotowości dyktafon w telefonie. Musimy być w gotowości, aby nagrać rozmowę. Pewnie będzie dzwonił na mój numer.
-Chodźmy na policję - powiedziała Julia.
-A słyszałaś tego typa? On go będzie torturował. Dla przyjemności. I to jest straszne.
-A może pójdziemy do taty Bartka? On jest policjantem. Przecież po szkole i tak zgłoszą zaginięcie syna.
-Dzisiaj piątek. Bartek normalnie miałby od razu po szkole trening. Czyli wróciłby do domu dopiero koło 17:00 - 18:00
-Idę na wagary. Pojedziemy tramwajem pod jego dom i zawiadomimy jego rodziców.
-Nie lepiej przez telefon?
-Nie. Lepiej się spotkać.
-Ale jego rodzice pewnie są teraz w pracy.
-Mam numer taty Bartka zapisany w telefonie. Zadzwonię.
-Ale teraz?
-A co? Po lekcjach?
-Ale test...
-Trudno. Przecież to ważniejsze - powiedziałem.
Wybrałem numer taty Bartka i zadzwoniłem.
-Dzień dobry. Tu Mateusz, kolega Bartka. Są ze mną jeszcze Nikodem, Ola i Julia.
-Cześć dzieci. Co się stało, że dzwonicie o tej porze? Jestem w pracy.
-A my w szkole. Ale niech pan teraz pojedzie do domu. To BARDZO WAŻNE. Zaraz urywamy się z lekcji i jedziemy do pana tramwajem.
-Ale o co chodzi?
-Nie mogę mówić przez telefon. Związane z Bartkiem.
-Co?
-To jest na prawdę. Ważne. Gdyby tak nie było nie zawracalibyśmy panu głowy i nie ryzykowalibyśmy wagarami.
-No dobrze. Ale o co chodzi?
-To nie jest rozmowa na telefon. Musimy się natychmiast spotkać.
-Już schodzę... - westchnął tata Bartka - Skoro to takie ważne.
-My już wychodzimy ze szkoły. Niech pan czeka.
Rozłączyłem się.
-Chyba go przekonaliśmy.
-Chyba tak. Teraz przekonajmy panią Ewę, że potrzebny nam jest klucz do szatni. - Pani Ewa była nową szatniarką. Dopiero od tego roku pracuje w naszej szkole, ale dobrze spełnia obowiązki i jest nawet miła.
-Zobaczymy. Chodźmy.
Zbiegliśmy do szatni. Od razu natknęliśmy się na panią Ewę.
-A wy co? - spytała.
-Proszę pani. Zaszła BARDZO ważna sytuacja.
-I co w związku z tym?
-Potrzebujemy kluczy do szatni.
-Wagary?
-Tak, ale w dobrych intencjach.
-Eh... Macie. Tylko nic o mnie nie mówcie, bo dostanę ochrzan.
-Spokojna pani rozczochrana - powiedziałem.
Pobiegliśmy do szatni.
-Który kluczyk? - Spytał Nikodem.
-Zielony.
Wzięliśmy tylko kurtki. Butów nie zmienialiśmy. Po drodze prawie biegnąc zaszliśmy do sklepu kupić bilety dla Nikodema, Oli i Julii. Ja mam kartę. Oczywiście ja musiałem fundować bilety. Ale nieważne. Tramwaj według rozkładu miał przyjechać za 3 minuty. Poczekaliśmy. Wsiedliśmy i pojechaliśmy aż Nad Jar. Wysiedliśmy i pobiegliśmy do mieszkania Bartka.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trochę długo nic nie było. Macie za to długi rozdział. :)
CO SIĘ STAŁO Z BARTKIEM????? CZEKAM NA KONTYNUACJĘ
OdpowiedzUsuń